Patron naszej parafii...                            str. 3 1550 -1568 Całą trójkę umieszczono w nowicjacie przy kościele św.  Andrzeja. Stanisław wnet zwrócił na siebie uwagę pokorą  i pobożnością oraz umysłem. A jednak nie było dane  młodzieniaszkowi zaznać błogiego spokoju. Ojciec Stanisława  postanowił za wszelką cenę wydostać syna z klasztoru.  Modlitwa Świętego sprawiła jednak, że przełożeni zakonu  pozwolili młodzieńcowi wiosną 1568 r. złożyć śluby zakonne.  Był to najszczęśliwszy dzień w życiu Stanisława. Nagle 13. sierpnia młody zakonnik zachorował. W wigilię  Wniebowzięcia NMP zemdlał, a z ust zaczęła się sączyć krew.  Była północ, kiedy zaopatrzono chorego na drogę do wieczności.  Ojciec Warszewicki naoczny świadek zeznał, że gdy podano mu  różaniec, nagle twarz Stanisława zajaśniała tajemniczym  blaskiem, gdy ktoś zapytał, czy może sobie czegoś życzy, odparł:  "Widzę NMP z orszakiem świętych, który po mnie przychodzą".  Kilka minut po północy 15. sierpnia 1568 r. św. Stanisław  przeszedł do wieczności. Koledzy Jego powiadali, że zawsze  prosił NMP, aby umarł w dzień Wniebowzięcia NMP. Prośba  została spełniona.  Wieść o pięknej śmierci polskiego młodzieniaszka lotem  błyskawicy rozeszła się po Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu  zwłoki młodzieńca przystrojono kwiatami, a ciało włożono do  drewnianej trumny, co również w tamtych czasach w zakonie było  rzadkim wyjątkiem. Na obrzędy pogrzebowe przybył do Rzymu  brat Paweł. W dwa lata później, gdy otwarto trumnę Stanisława,  znaleziono Jego ciało nietknięte rozkładem.   dzieciństwo droga do zakonu choroba kult